Jednodniowy wypad do Pragi

Po dłuższej przerwie chcielibyśmy pokazać wam Pragę. Stolicę Czech w jednodniowej pigułce.
Pragę odwiedziliśmy przy okazji wypadu na majówkę do Kudowy Zdrój. Stwierdziliśmy, że warto spędzić tam jeden dzień jak już jesteśmy przy granicy.

Panorama Pragi z Hradczan

Jak to studenci naszym środkiem transportu był pociąg. Musieliśmy jedynie dostać się do Nachodu busem z Kudowy. Teraz może coś o kolejach w Czechach.
Wszystkich studentów uczulam, że ulgi studenckie nie są respektowane w czeskich kolejach. Tak samo w Polsce ulgi przysługują tylko studentom z polskich uczelni. České dráhy (ČD) takie nasze PKP tylko mniej skomplikowane nie jest jedynym przewoźnikiem kolejowym w Czechach. W niektórych regionach istnieją także inni przewoźnicy, jednakże z ČD dojedziemy wszędzie i to nawet z najmniejszej wioski kilka razy dziennie odjeżdża pociąg. Dużo linii nie jest zelektryfikowanych, ale nawet te jedno torowe są regularnie obsługiwane przez zespoły spalinowe takie nasze szynobusy. A tak na marginesie od kilku lat w Czechach jeżdżą już Pendolino.

Panorama Pragi z Hradczan

Także startowaliśmy z Nachodu. W kasie kolejowej nie było problemu nawet po polsku dogadać się z panią gdzie i jakie bilety chcemy. Tu może mała dygresja na temat ceny biletów. W Polsce im dalej się jedzie tym w przeliczeniu na 1 km nasza podróż jest tańsza. W Czechach jest jednakowa stawka za każdy przejechany kilometr. Ale za to posiadają bardzo ciekawe zniżki. Pierwszą z jakiej skorzystaliśmy to zamówienie od razu biletu powrotnego. Zniżka -5%. Następną była zniżka grupowa. W Czechach zaczyna się ona od 2 osób. Pierwsza osoba płaci normalną stawkę, druga 70% biletu a trzecia i każda następna 50% biletu. Byliśmy w czwórkę, więc bilety wyszły nam naprawdę tanio, coś w okolicy 850 koron, czyli 140 zł za 4 bilety powrotne do Pragi. 35 zł na 160 km przejechanych koleją. Czekała nas tylko jedna przesiadka, która była skorelowana z pociągiem do stolicy. Pierwszym pociągiem dojechaliśmy do Starkoć po 15-minutowej przejażdżce spalinowym składem. Stacja prawie w polu, z daleka widać jakieś małe domki. Żużlowe usypane „perony”. No nic tu mamy się przesiąść. Jak to Polacy zastanawialiśmy się ile spóźni się pociąg a tu niespodzianka 3 minuty przed czasem. Skład podobny coś do naszych TLK tylko, że bez przedziałów. Po 2 i pół godziny jazdy docieramy do Pragi. Dworzec podobny od starego dworca we Wrocławiu , jednak tutaj z peronów od razu wchodzimy do galerii z której od razu udajemy się w kierunku metra. Szybkie rozeznanie jaki kolor linii metra i w jaką stronę jedziemy, kupujemy bilety w biletomacie i jedziemy pod ziemię. Stacja metra dość głęboko pod ziemią, końców schodów ruchomych nie widać a w dodatku reklamy po obu stronach schodów umieszczone są pod takim kątem, że człowiekowi aż kręci się w głowie, ponieważ błędnik szaleje. A i bilety na komunikację miejską obejmują każdy środek transportu i wynoszą 24 korony za 30 min lub 32 korony za 90 minut.

Bardzo ładne drzewko koło Zamku Królewskiego

Zdecydowaliśmy się na zwiedzanie Pragi „z górki”. Czyli dojazd metrem do Hradczańskich murów, spacer pod górkę przy nich a potem cały czas z górki. Wybierając ścieżkę przy murach można cały czas podziwiać panoramę Pragi. Po 15 minutowym spacerze dochodzimy do końca murów gdzie wkraczamy na plac zamkowy. Kilka kroków i jesteśmy już przy Katedrze św. Wita z jednymi z największych witraży w Europie. Aby dotrzeć do Mostu Karola poszliśmy wąskimi uliczkami, które nie są aż tak zatłoczone jak centrum Pragi a gdzie mogliśmy obejrzeć ciekawe pamiątki, chociażby takie jak Krecik lub mydło z dodatkiem popularnej trawki. Pogoda od początku pobytu w stolicy nie rozpieszczała nas bo cały czas kropiło, ale czym bliżej centrum tym robiło się ładniej. Dojście do mostu Karola jest banalnie proste z Hradczan, ponieważ cały czas trzeba kierować się „z górki”. Dochodzimy do mostu i już wiemy że naprawdę dużo ludzi z różnych stron świata przyjeżdża do Pragi. Bardzo ładny punkt z którego można podziwiać Most Karola znajduje się po prawej strony mostu idąc w stronę rynku. Dalej aby dojść do rynku wystarczy iść za tłumem. Dochodzimy na rynek, a tam tak jak na moście bardzo dużo ludzi różnych narodowości. Podziwialiśmy oczywiście zegar astronomiczny, stały punkt każdej wycieczki.

Katedra św. Wita

Iwona oczywiście wyczarowała gdzieś niedaleko rynku sklepik z koralikami. Oczywiście był to nasz jedyny punkt, który mieliśmy już dawno zaplanowany w naszych planach przed wyjazdem. Po długim już zwiedzaniu czas przyszedł aby coś zjeść. Ale byłem na to przygotowany i wcześniej poszukałem czeskiej knajpy gdzie można zjeść regionalnie i napić się także regionalnie. Knajpka nazywała się „V Cipu” ponieważ znajdowała się na ulicy „V Cipu”. Szybkie zerknięcie na mapę i po kilku uliczkach, paru skrzyżowaniach jesteśmy na miejscu. O dziwo dość dużo ludzi, choć to już nie okolice rynku. Pierwsze pytanie kelnera: Piwo?. No to wiedzieliśmy, że dobrze trafiliśmy. Oczywiście każdy zamówił czeskie piwo i wybieramy coś do jedzenia. Zamówiliśmy oczywiście knedliczki z gulaszem. W między czasie przyszło piwo w dużych ciężkich kuflach, tak jak lubię. Dania cenowo kształtowały się tam w okolicach 10-20 zł. Najedzeni do syta udaliśmy się na dworzec w celu sprawdzenia jak do niego dojść, gdzie się znajduje. Jak wiedzieliśmy już, że dworzec jest niedaleko odwiedziliśmy jeszcze jedno miejsce. Był nim Plac Wacława. Centrum życia nocnego Pragi ale także oferujące rozrywkę i wydarzenia kulturalne. W koło placu jesteśmy w stanie dostać wszystko co tylko byśmy chcieli. Plac jest bardzo długi i także bardzo dużo ludzi oblega liczne knajpki, sklepy i kafejki. Nareszcie gdy chodziliśmy  po placu, zaświeciło słońce. Na sam koniec Praga nas chciała miło pożegnać. I tak nadszedł koniec naszego jednego dnia w Pradze. Udaliśmy się na dworzec. Tam spotkała nas niespodzianka, gdyż na każdym polskim dworcu z dużym wyprzedzeniem podawane są perony z jakich odjedzie dany pociąg. W Pradze jednak jest inaczej. Na 15-20 minut przed odjazdem dopiero na tablicy pojawia się peron z jakiego mieliśmy odjechać. Co kraj to obyczaj.

Most Karola

A i jeszcze jedna przestroga. Jeżeli chcecie wymienić złotówki na korony róbcie to w Polsce, chyba że zbraknie wam to wtedy w Czechach szukajcie kantorów gdzie z daleka napisane jest że nie pobierają podatków. Nacięliśmy się  tak na dworcu w Pradze gdzie nigdzie nic na ten temat nie pisało.

Przyszła żona na Placu Wacława

Mam nadzieję, że taki skrót naszej wycieczki wam się podoba. Jeśli macie jakieś pytania ponieważ sami organizujecie wyjazd do Czech lub Pragi, śmiało możecie zapytać nas.

RM

Szymbark – Od najdłuższej deski do najlepszego pomorskiego piwa

Bardzo spodobał Wam się wpis o Fojutowie, więc zostajemy jeszcze na Kaszubach. Tym razem samo centrum Szwajcarii Kaszubskiej. Pośród wzgórz Szymbarskich znajduje się CEPR. I nie chodzi tu o turystę, który odwiedza Podhale ale o Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku.

Najdłuższa deska oraz dom do góry nogami

Popularność tego miejsca znacznie wzrosła w 2002 roku. Wtedy to ustanowiono tam pierwszy z rekordów Guinnessa.  Najdłuższa deska na świecie. To zaczęło przyciągać ludzi do Szymbarku. Rekord ten ustanowiono za pomocą Daglezji, kilkuset ludzi i 9 dni cięcia. Ostatniego cięcia dokonał Lech Wałęsa i tym samym ukończył deskę, której długość o 3 metry  pobiło poprzedni rekord i wynosił teraz 36,83 m.

Deska Kaszubska 36,83 m. Pierwszy rekord świata. Zdjęcie: cepr.pl

Wykorzystano również resztę drzewa i zrobiono z niego Stół Noblisty. Może przy nim jednocześnie usiąść 230 osób, a waży 6 ton.
Nie był to jednak koniec bicia rekordu najdłuższej deski na świecie. W 2012 znowu postanowiono pobić rekord. Po 10 latach pobito rekord o 10 metrów. Teraz wynosi on 46, 53 m. Transport takiego drzewa na odległość 6 km trwał 16 godzin. Tym razem cięcie zaczęło się 11 maja a skończyło 2 czerwca i tak samo jak poprzednio ostatnie cięcie należało do Lecha Wałęsy.

Lech Wałęsa dokonuje ostatniego cięcia. Zdjęcie: cepr.pl

Drugą największą atrakcją Szymbarskiego CEPR-u jest Dom do góry nogami. W zamiarze projektanta miał to być symbol obalenia komunizmu. Jest to alegoria współczesnego świata, w którym tradycja i system wartości zostały postawione na głowie. Przebywając w środku można dostać lekkich zawrotów głowy. Meble i łóżko na suficie, każda ściana pochylona i nasze błędniki szaleją. Warto odczekać trochę w kolejce, w weekendy czasami trzeba postać swoje 20 minut, ale naprawdę polecam wejść do środka.

Dom do góry nogami. Zdjęcie: cepr.pl

Jednym z ostatnich projektów, które zostały tam wykonane to Centrum Konferencyjne w którego skład wchodzi bardzo rozbudowana bazę noclegową z 200 miejscami, 6 sal konferencyjnych, restauracja, sala koncertowa, oraz mały browar. I teraz chciałbym się skupić na browarze Kaszubska Korona. W czasie gdy byłem tam ostatni raz browar był świeżo co otwarty. Jest to bardzo fajne miejsce gdzie można spróbować 6 piw, których nigdzie indziej nie jesteśmy w stanie dostać.

  • Kartesczi Mnich – Piwo jasne pełne, Lager, 5,0%
  • Pucci Rebok – Piwo jasne pełne, Pszeniczne, 4,8%
  • Koscerszci Miód – Piwo miodowe ciemne, 5,2%
  • Stażecko Malena – Piwo jasne pełne, Lager owocowy, 5,0%
  • Wieżyca – Piwo jasne pełne, Lager, 5,0%

A teraz piwo, które zbiera jak na razie najwięcej nagród. W 2012 roku dostał 1 miejsce podczas Festiwalu Birofila w konkursie na Piwo Rzemieślnicze w kategorii ciemny Lager. W roku 2013 zajął 2 miejsce w tym samym konkursie w kategorii Koźlak Majowy.

  • Szimbarsci Smok – Piwo ciemne mocne, Koźlak, 7,0%

Ostatnio wprowadzili do sprzedaży także Portera Kaszubskiego.

Także jeśli jesteście smakoszami piwa na pewno któreś z nich przypadnie wam do gustu. Każde piwo tutaj nie jest ani filtrowane ani pasteryzowane. Cena takiego piwa to 7,50 zł. Można także kupić takie piwko. Bardzo ładne butelki i dedykowane kapsle bardzo dobrze świadczą o tej marce.

Dostępne piwka. Zdjęcie: cepr.pl

Jeszcze w jeden sposób wykorzystują w Szymbarku piwo. Otworzyli mini SPA z łaźniami, w których do drewnianych bali nalewane jest piwo. W trakcie trwania kąpieli mamy do dyspozycji kranik przy wannie do osobistego nalewania i degustowania piwa.

W Szymbarku możemy także obejrzeć największy koncertujący fortepian. Ma on 6 metrów długości i waży 1,8 t. Pierwszy koncert na nim dał Leszek Możdżer.

Największy koncertujący fortepian. Zdjęcie: cepr.pl

Każdy kto odwiedza Kaszuby powinien skosztować ich specyfiku….
Tabaka, bo o niej mowa zajmuje szczególne miejsce w kulturze kaszubskiej. W rozsądnych dawkach ma właściwości lecznicze: leczy katar czy ułatwi oddychanie. Oprócz tego ma właściwości rozweselające i jest symbolem przyjaźni. Także w CEPR-ze można takiej tabaki zażyć oraz zwiedzić Tabacznik, czyli muzeum Tabaki.

Także na tamtych terenach działała w czasie wojny tajna organizacja Gryf Pomorski. W Szymbarku można znaleźć się w środku nalotu samolotowego będąc w bunkrze, który pokazuje jak w tamtym czasie działał Gryf. Będąc w środku gaszone jest światło i z głośników odtwarzany jest nalot bombowy. Atrakcja bardzo fajna.

Dwoma najświeższymi atrakcjami jest park linowy z 4 trasami. Ceny od 12 zł do 30 zł za najdłuższą trasę liczącą 180 metrów z 18 przeszkodami. Drugą nowością jest Kaszubski Świat Bajek. Atrakcja przygotowana pod dzieci. Ukazuje najciekawsze bajki i ich bohaterów.

W Szymbarku odbywają się także cykliczne wydarzenia, takie jak  światowy zjazd Mikołajów. Odbywa się 6 grudnia i przyjeżdża na niego 2 tysiące Mikołajów.
Co roku obchodzi się także Światowy dzień Sybiraka. Możemy zobaczyć dom Sybiraka przeniesiony z Sybiru oraz rekonstrukcje łagru a także pociąg, który wywoził skazańców na Sybir.

Pociąg na Sybir

Innymi atrakcjami których wcześniej nie wymieniłem to:

  • Statua Świętowida Kaszubskiego
  • Dom Harcerza
  • Muzeum Gospodarstwa Domowego
  • Dwór Salino
  • Dom trapera kaszubskiego z Kanady
  • Dom powstańca polskiego z Adampola
  • Kościół św. Rafała
  • Chata kaszubska

A wszystkie te atrakcje w cenie jednego biletu. Turyści indywidualni 15 zł/osoba. Dzieci do 6 lat wstęp bezpłatny.

Jest to bardzo ciekawa opcja spędzenia popołudnia czy nawet całego dnia w tym Centrum. Byłem tam kilka razy i na pewno wrócę, ponieważ co roku są tam dostępne nowe atrakcje.

Po więcej informacji odsyłam na stronę cepr.pl

Centrum Konferencyjne

Następny wpis będzie dotyczył bardziej zimowych klimatów, ale oddalonych od Szymbarku o kilka kilometrów. Ktoś kojarzy?

RM

Fojutowo – Dawniej mała osada z największym akweduktem w Polsce, teraz kurort z wieloma atrakcjami.

Długo zabierałem się do tego wpisu, ale chciałem wszystko wam przekazać. Pokazać, że to miejsce jest naprawdę piękne. Osobiście Bory Tucholskie mogę nazwać małymi Mazurami, ponieważ znajdziemy tam liczne jeziora i rzeki. Te dwa rejony różni to, że w Borach Tucholskich jak sama nazwa wskazuje są bory, a w języku kaszubskim Bory to Lasy.

Tak wita nas Zajazd Fojutowo                                    zdjęcie: zajazd-fojutowo.pl

Cały region jest warty opisania, ale od czegoś trzeba zacząć. Na pierwszy ogień idzie Fojutowo. Pierwszy raz gdy dziadek mnie tam zabrał miałem może 12 lat. Wtedy ta osada słynęła z największego akweduktu w Polsce. Teraz jest to całoroczny ośrodek obfitujący w mnogość atrakcji.

Mapa dojazdu fojutowo

Mapa pokazująca dojazd do zajazdu i akweduktu.                          zdjęcie: zajazd-fojutowo.pl

Zacznijmy od początku. Jak tam dojechać?
Do Fojutowa prowadzi jedna ślepa droga. Najłatwiej dojechać tam z Czerska lub Tucholi drogą powiatową nr 237 i na wysokości Wielkiego Kanału Brdy (WKB) skręcamy na Fojutowo. Miejsce w którym należy skręcić jest dobrze oznakowane znajduje się przy mostku nad WKB. Po 3 km dojeżdżamy do Zajazdu Fojutowo.

Zajazd Fojutowo

Główne wejście do hotelu oraz basenu.

Cały kompleks zbudowany jest z drewnianych pali co świetnie prezentuje się w otoczeniu lasów. Obecnie (byliśmy tam w połowie sierpnia) do dyspozycji gości był:

  • Hotel z apartamentami w domkach. Razem 150 miejsc noclegowych. Ceny zależnie od sezonu i wielkości pokoju wynoszą od 45 zł/os w pokoju 4-osobowym poza sezonem, do 90 zł/os w pokoju jednoosobowym w sezonie.
Kryty basen

Kryty basen                                                                    zdjęcie: zajazd-fojutowo.pl

  • Basen kryty, który został w sierpniu uruchomiony, ale na razie jest tylko dostępny dla gości hotelowych, ponieważ nie było oficjalnego otwarcia. Właśnie sprawdziłem i na ich stronie internetowej, którą podam na dole jest już cennik za basen kryty. 10 zł/h bilet normalny a ulgowy 7 zł/h.
  • Basen odkryty, który jak my byliśmy był jeszcze nieczynny, ale prace chyliły się ku końcowi.
  • Restauracja, serwująca staropolskie dania.
  • Grill bar, gospoda z grillem wewnątrz.
  • Duży plac zabaw dla dzieci.
  • Boisko ze sztuczną nawierzchnią do m.in. siatkówki
  • Dwa korty tenisowe ze sztuczną nawierzchnią, na których miejscu zimą powstaje lodowisko.
Stok w Fojutowie

Stok w Fojutowie                                                          zdjęcie: zajazd-fojutowo.pl

  • No i największa zimowa atrakcja stok narciarski. Miałem okazję tej zimy zjeżdżać tam na desce i mogę powiedzieć, że jest to bardzo dobre miejsce na naukę dla początkujących. Różnica wysokości to 200 m. Dostępny jest także wyciąg orczykowy. W sprzęt możemy wyposażyć się także na miejscu. W weekendy bywają kolejki, ale w tygodniu nie ma problemu z wypożyczeniem sprzętu. Cennik wyciągu od poniedziałku do czwartku przedstawia się następująco:

10:00 -13:00    10 zł
13:00 -17:00    15 zł
17:00 – 21:00   20 zł
Cały dzień 25 zł. Od piątku do niedzieli ceny o 5 zł droższe.

Wieża widokowa

Wieża widokowa

  • Można także spojrzeć na akwedukt i pobliskie lasy z 18 metrowej wieży widokowej. Cena wejścia to 2 zł.

Bardzo dużo osób przyjeżdża do Borów Tucholskich, aby popływać na licznych jeziorach i rzekach. Również do Fojutowa. Przez tą osadę przebiega Wielki Kanał Brdy. Jest to sztucznie przekopana rzeka służąca do nawadniania pobliskich pół. Kanał zaczyna się tamą w Mylofie gdzie Brda płynie swoim korytem a WKB zaczyna się przy elektrowni wodnej i hodowli pstrąga z czego Milof słynie. Następie lasami WKB biegnie przez Rytel, Fojutowo, Klocek aż do Zielonki gdzie ponownie łączy się z Brdą. Niestety nie bezpośrednio tylko przez rurę która doprowadza wodę do Brdy. Będąc tam ostatnio wybraliśmy się na spływ. Mamy 2 możliwości wypożyczenia sprzętu wodnego. Jeden znajduje się w Zajeździe, który oprócz kajaków posiada także rowery wodne w kształcie łabędzi oraz małe łódki. My skorzystaliśmy z drugiej wypożyczalni.

http://www.kajaki-fojutowo.pl/

Posiadają oni kajaki oraz kanoe. Tym razem spróbowaliśmy swoich sił w kanoe. Szlak wodny, którym płynęliśmy nie był wymagający. Głębokość w kanale nie przekraczała 1 m, jedynie na małych jeziorkach napotkanych po drodze było trochę głębiej. Polecam każdemu chociaż raz w taki sposób podziwiać Bory Tucholskie.

Miejsce postoju na Małym Kanale Brdy

Miejsce postoju na Małym Kanale Brdy

Można wybrać z dwóch opcji wypożyczenia kajaka/kanoe. Pierwszą jest wypożyczenie w Fojutowie i oddanie kajaka tam gdzie się go wypożyczało, wtedy koszt za kajak/kanoe to 25 zł za dobę niezależnie od wielkości sprzętu.
Drugą opcją jest wypożyczenie kajaka/kanoe i zwodowanie w Fojutowie i zakończenie spływu gdzieś po drodze lub zwodowanie innym miejscu Wielkiego Kanały Brdy i skończenie w Fojutowie lub na Brdzie. Wtedy potrzebny jest nam transport, który także oferuje ta firma. Wtedy kajak/kanoe kosztuje 30 zł za dobę i dolicza się transport dla max 8 osób. Taki transport w zależności od miejsca startu bądź końca wynosi od 40 do 90 zł.
My wodowaliśmy kajak w Fojutowie a zakończyliśmy w Klocku za co transport kosztował nas 40 zł. Najdroższy transport jest na początek WKB do Konigortu. Wtedy transport kosztuje 90 zł.

Kończąc dzisiejszy wpis chciałbym bardzo polecić Fojutowo. Jest to doskonały przykład jak zrobić coś z niczego. Zaczęło się od akweduktu, który długo był samotną atrakcją, a teraz jest jedną z wielu które występują na 20 hektarach Zajazdu Fojutowo. Jak widać obiekt cały czas jest rozbudowywany. W planach między innymi jest wybudowanie skansenu w którym już stoi duży wiatrak widziany ze stoku.
Po więcej informacji zapraszam na
http://www.zajazd-fojutowo.pl/

RM

Lody Bonano – Rynek Inowrocław

Dzisiaj tak spontanicznie mój luby zaprosił mnie na lody. Byliśmy akurat na Rynku w Inowrocławiu. Do lodziarni Bonano trafiliśmy z musu, ponieważ w innych już nam znanych punktach albo nie było lodów, bo tu cytat: duże się nie utrzymają. Chociaż temperatura do najwyższych nie należała. Drugim problemem był fakt, że nikt nie miał wydać z większego nominału.
Lody Bonano zaskoczyły nas bardzo pozytywnie. Mają duży, niespotykany wybór w atrakcyjnych cenach.

Menu Lodów Bonano

My zdecydowaliśmy się na Hey Hoo z Twix i Snikers. Koszt takiego deseru to 6 zł i naprawdę jest on warty swojej ceny. W skład niego wchodzi duży kręcony świderek (śmietankowy, czekoladowy lub mieszany) oraz wybrany baton pokrojony na kawałki.

Nasze lody

Lody Bonano jest to ogólnopolska sieć lodziarni. Posiadają oni stronę internetową www.lodybonano.pl oraz profil na Facebooku.
Jak na razie są to najlepsze lody, które do tej pory jedliśmy w Inowrocławiu.

IB

Karczma Kujawska – smaczna nowość w mojej okolicy

Miał być wpis odnośnie pewnego miejsca na pograniczu województwa pomorskiego i kujawsko-pomorskiego, ale dzisiaj niespodziewanie odwiedziłem Karczmę Kujawską.

Karczma Kujawska zewnątrz

Karczma Kujawska widok z zewnątrz zdj. karczmakujawska.pl

Miejsce to znajduje się przy drodze między Inowrocławiem a Pakością. Jadąc od strony Inowrocławia, przed Cieślinem na wysokości przejazdu kolejowego, po prawej stronie znajdziemy biały parterowy budynek.
Czytaj dalej

Mazurskie wakacje – 5 dniowa przygoda z krainą 1000 jezior. Cz. 3 Podsumowanie

Dzisiejszy wpis będzie ostatnią częścią, a zarazem podsumowaniem całego wyjazdu na Mazury.

Giżycko

Giżycko widziane z plaży w Wilkasach

Zanim przejdę do podsumowania to chciałbym napisać coś o jeszcze jednym miejscu gdzie wybraliśmy się pewnego popołudnia. Jedni porównują to miejsce do nadmorskiego Mielna inni do „zimowej stolicy Polski” Zakopanego. Mikołajki, bo o nich mowa, są miejscem gdzie koncentruje się całe nocne życie Mazur. To tam bardziej poczujemy się na deptaku nadmorskim lub na zakopiańskich Krupówkach.

Czytaj dalej

Bar Omega- Giżycko

To ja znowu o jedzeniu. Tym razem przedstawię Wam Bar Omega w Giżycku. Miejsce to znaleźliśmy na portalu gastronauci.pl i sugerując się opiniami innych postanowiliśmy sami sprawdzić.
O lokalu słów kilka…

Bar Omega- zdj. Google Street View

Lokal mieści się na ulicy Olsztyńskiej 4. Wystój bez szaleństw, standardowy z dużą ilością stolików (wewnątrz i na zewnątrz), ale jest to bar więc nie spodziewaliśmy się wystroju restauracyjnego. Lokal posiada klimatyzację. Bieżące menu znajduje się na ścianie, ponieważ nie zawsze wszystkie pozycje z karty są aktualnie podawane. Przekonałam się o tym chcąc zamówić babkę ziemniaczaną z karty. Zamówienie składa się samemu przy kasie, niektóre dania dostaję się od razu na tacy (np. zupy) w przypadku reszty dostajemy numerek i kelnerka przynosi zamówienie do stolika. Bar ma w porze obiadowej przeżywa bardzo duże oblężenie. W kolejce by coś zamówić współautor stał 30 minut. Za to po zamówieniu kelnerka przyniosła danie już po kilku minutach.

Czytaj dalej

Mazurskie wakacje – 5 dniowa przygoda z krainą 1000 jezior. Cz 2

Dzisiejszy wpis będzie dotyczył miasta które stanowi doskonałe miejsce do poznawania Mazur. Miasto w centralnej części tego regionu, leżące na Szlaku Wielkich Mazurskich Jezior.

Jest nim Giżycko.

Gizycko

Tak wita Giżycko żeglarzy od strony jeziora Niegocin

Jako że znajduje się ono zaledwie 3 km od Wilkas, oczywistym było że na pewno je odwiedzimy. Dojazd do Giżycka, dla osób niezmotoryzowanych w sezonie letnim nie stanowi żadnych przeszkód. Autobusy przyjeżdżają tu nawet z Łodzi, Krakowa czy Wrocławia a są to regularne linie. Przebiega także przez tą miejscowość linia kolejowa Olsztyn – Ełk. Nie zelektryfikowana ale na której regularnie odbywają się kursy pociągów i szynobusów. Zatrzymują się tam pociągi Regio oraz TLK z najdalszych okolic Polski (Kraków, Katowice, Wrocław). Szkoda że jest to jedyna czynna linia kolejowa przebiegająca przez Mazury.

Czytaj dalej

Wilkasy- Regionalna Jadłodajnia

Do Regionalnej Jadłodajni trafiliśmy z polecenia kierowcy busa, który przywiózł nas do Wilkasów.
O lokalu słów kilka …
Lokal mieści się przy ulicy Olsztyńskiej 6 naprzeciwko boiska sportowego. Od kierowcy dowiedzieliśmy się również, że działa tylko sezonowo. W środku panuje wystrój typowo regionalny, w czasie czekania za posiłkiem (nie jest on zbyt długi, nawet w porze obiadowej) można obejrzeć i kupić regionalne przetwory: począwszy od marynowanych grzybków, owoców a na nalewkach skończywszy. Na ścianach wiszą dyplomy Pani Eulalii Paszkiewicz, która wykonuje nalewki i inne regionalne przysmaki. W środku znajdują się 4 duże stoliki. Reszta miejsc jest za zewnątrz, pod zadaszoną altaną, której niestety nie widać na zdjęciu z Google Street View.

Jadłodajnia Regionalna- zdj. Google Street View

A teraz konkrety czyli jedzenie i ceny…
Czytaj dalej

Mazurskie wakacje – 5 dniowa przygoda z krainą 1000 jezior. Cz 1

Przyszedł czas na pierwsze podsumowanie podróży do Wilkas.

Marina Wilkasy

Po lewej ośrodek AZS, środek plaża miejska, prawo ośrodek PTTK

Pierwsze pytanie które przychodzi czytającemu: „Czemu Wilkasy?”.

Planując nasz wyjazd w te wakacje rozważaliśmy morze (tak chciała współautorka ;p) albo Mazury. Wybór na Mazury padł dlatego, ponieważ łączy ona morze z aktywniejszym wypoczynkiem. Można się tu opalać na wielu plażach oraz zobaczyć też ciekawe miejsca czy wreszcie popływać na jeziorze, różnorakim sprzętem pływającym.
Wybierając miejsce kierowaliśmy się oczywiście ceną za nocleg, oraz dogodnością dojazdu z naszej miejscowości. Jako że zdecydowaliśmy się na wyjazd, który miał odbyć się za 1,5 tygodnia to z miejscami noclegowymi nie było łatwo w satysfakcjonującej nas cenie. Docelowo wybraliśmy Giżycko jako naszą bazę wypadową na Mazurach. Większość ofert już była nieaktualna jak szukaliśmy noclegu, zostały miejsca w schroniskach młodzieżowych lub w droższych pensjonatach. Dość przypadkiem wysłałem maila do kwatery prywatnej w Wilkasach i okazało się że mają wolne miejsce w terminie nam odpowiadającym w cenie 30 zł os/doba. Na dodatek Pani nie chciała zaliczki, ponieważ jak powiedziała był to już za krótki okres w którym mieliśmy przyjechać.
Czytaj dalej